podróże24.08.20171523
Podkarpackie klimaty bliskie sercu – w pracy nad książką
Smacznego
czytaj przepis

Mail od B. przyszedł jakoś w ciągu dnia. Pisała, że zawsze chciała przyjechać w rodzinne strony, a jeżeli jest ku temu okazja, to ona może jak najbardziej wybrać się do miejsca, gdzie kiedyś mieszkała jej babcia… Mnie do wyjazdu na „naszą” wieś nie trzeba w ogóle namawiać. Ja zawsze jestem spakowana i w pełnej gotowości na wyjazd „tam”! W mig odpisałam na maila, w mig ustaliłyśmy datę wyjazdu. Jeszcze wieczorem mailowo rozpisałyśmy program dnia wyjazdu, do zamówienia pozostała nam jedynie piękna pogoda, koniecznie słoneczna! 🙂

Akurat tydzień przed naszym wyjazdem za Krosno na Podkarpaciu miałam mocno podróżniczy. Było tak, że do domu w Krakowie wpadałam tylko przejazdem przepakować rzeczy i znów gdzieś wyruszałam. Jednak żadnej zmiany planów nie dopuszczałam odnośnie naszej rodzinnej wyprawy na wieś z naszego dzieciństwa. Po burzowej nocy od samego rana świeciło mocne słońce. Wyruszyłyśmy we cztery – ja, B., moja mama i moja córa – krótko po 9:00, aby jak najwięcej chwil spędzić w miejscu bliskim naszym serduchom…

To właśnie tutaj, w małej wsi, którą nie zawsze można znaleźć na mapie,  spędzałam swoje wakacje jako mała dziewczynka, w domu mojej prababci. To tutaj B. przyjeżdżała z rodzicami i siostrą w odwiedziny do swojej babci. To tutaj cała nasza rodzina spotykała się, z tego miejsca wywodzą się nasze najmilsze wspomnienia, to stąd każdy z nas wziął ze sobą najpiękniejszy obraz z tamtych lat.

To właśnie tutaj toczy się akcja mojej powieści, która za jakiś czas ujrzy światło dzienne i trafi do rąk tych, którzy będą ciekawi wymyślonej przeze mnie historii. To w tym miejscu stworzone przeze mnie bohaterki doświadczają zabawnych przygód, smacznie gotują i wspólnie jedzą, to tutaj rozwiązują tajemnicę z przeszłości. Do tego tajemniczego wątku posłużyła mi nasza rodzinna historia, owiana poniekąd tajemnicą, o najmłodszym dziecku mojej prababki – córeczce, która zmarła jako maleństwo. To właśnie jej historia zainspirowała mnie do stworzenia lekkiej opowieści, w której z każdą kartką rysuję słowem postać jakby na nowo powołaną do życia. Zapytana kiedyś na spotkaniu z czytelnikami, o czym napisałam w swojej pierwszej powieści obyczajowej, odpowiedziałam, że o czymś prostym, zabarwionym sentymentalną nutką, a przy okazji wskrzesiłam zmarłą dziewczynkę, tworząc dla niej rolę, której jej prawdziwe życie poskąpiło…

Do swojej pierwszej książki z sernikami sama robiłam zdjęcia do projektu okładki, dlatego mam nadzieję, że wydawca dopuści mój projekt także w przypadku powieści. Mam swoją wizję, jakiś pomysł, dlatego uparłam się, aby zdjęcia do niej zrobić właśnie w tym namacalnym dla mnie i dla książki miejscu. Do zdjęć konieczny był wianek upleciony z letniego kwiecia… W tym wypadku niezastąpiona okazała się moja mama, która sama zaproponowała, że go zrobi… Radości z nim było bez liku! Kwiaty do niego rwałyśmy, jadąc przez wieś i zatrzymując się po to, by narwać polnych kwiatów, a przy okazji uwiecznić na zdjęciach to, co akurat wpadło nam w oko. Oczywiście, naszą mobilną sesją zdjęciową wzbudziłyśmy od razu zainteresowanie ciekawskich dzieci, jeżdżących po wsi rowerami.

Dom moich pradziadków znajdował się na końcu wsi, blisko rzeki. To tam zrobiłyśmy sobie najdłuższy przystanek i sporo zdjęć. B. dziarsko pokonała błotnistą ścieżkę i poszła zobaczyć rzekę, w której kąpała się jako mała dziewczynka. Ja w tym czasie pracowałam aparatem, aby uchwycić najpiękniejsze momenty tej sielskiej scenerii, gdy słońce przetykało swoje promienie przez gęsty las. Gdzieś w oddali dały się słyszeć pierwsze odgłosy zbliżającej się burzy… Mój aparat po raz kolejny zatrzymał na zdjęciach te kawałki ważnego dla mnie miejsca…

 

To galeria blisko krośnieńskiego Rynku. Przeszłyśmy obok niej w czasie spaceru. Ja weszłam do środka. To był moment, jak przez moją pamięć przeleciały skrawki dawnych wspomnień i naszego starego domu… Podobny klimat, podobne, stare meble, z duszą dawnych czasów… Nawet zapach przywoływał zapamiętaną z dzieciństwa przeszłość… Taka ot, magiczna chwila!

To był piękny dzień!

Udostępnij artykuł
kulinarne podróże
poprzedni artykułCzym pachnie Paryż? - wpis kulinarny
na słodko
następny artykułDeser z malinami i kremem z białej czekolady
Komentarze

3 odpowiedzi na “Podkarpackie klimaty bliskie sercu – w pracy nad książką”

  1. Kasia napisał(a):

    Ja coraz częściej miewam tęsknotę za dawnymi czasami… Czy to już starość? 😉
    Z wielką niecierpliwością czekam na Twoją kolejną książkę, Reniu, z tych kilku zdań na jej temat wnioskuję, że ta historia mi się spodoba 🙂 Oby wszystkie moce Ci sprzyjały i żeby udało się ją szybko wydać! 🙂

    • Renata Czelny - Kawa napisał(a):

      Im dłużej żyjemy, tym więcej mamy wspomnień, to normalne…;)
      Kasiu, pierwsza dowiesz się o jej wydaniu! 🙂
      Uściski!

      • Kasia napisał(a):

        Aaaaaa nawet nie wiesz, jak czuję się podekscytowana! :))) Ale poczekam cierpliwie, nie chcę Cię spłoszyć tą swoją ekscytacją 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.