na słodko20.10.20172648
Creme brulee z nutką amaretto i o mojej drugiej książce
Smacznego
czytaj przepis

dsc_2756

Jesień 2016 roku. Rzeszów. Robię herbatę i siadam przy stole z laptopem i książką. Włączam nastrojową muzykę. Nastrajającą mnie do pisania. Na zegarku kilkanaście minut po północy, a ja zasiadam na kolejną godzinę do pisania. Jest cicho i spokojnie. Zapach waniliowej świecy unosi się w pokoju. Gdzieś w oddali słyszę znajome dźwięki ulicy. Owinięta w koc zaczynam klikać po klawiaturze. Słowa, jedno za drugim, płyną lekko i swobodnie. Strona zapełnia się zdaniami, zabawnymi, ale także i smutnymi, melancholijnymi dialogami. Bo takie jest życie i choć obijam się o fikcję, to jest ona bliska właśnie zwykłego życia.  Przerywam pisanie i oglądam zrobione tego dnia fotografie. Przedstawiają bliskie memu sercu miejsce – podkarpacką wieś blisko Krosna. To tam toczy się akcja mojej powieści. Jest mi bardzo bliska, znana, dlatego chciałam uwiecznić ją na  kilka sposobów, oprócz w pamięci, jeszcze na zdjęciach i kartach książki. W filiżance ubywa herbaty, płyta sie kończy, a świeca dopala i sama gaśnie… Zegar wskazuje drugą nad ranem, a ja kończę rozdział. Za oknem panuje ciemność, choć przez wysokie okno księżyc kładzie po stole swoją srebrną poświatę. Zapisuję dokument, zamykam komputer, gaszę lampę i zakopuję się w pościeli. Moi bohaterowie przychodzą do mnie nawet w snach. To dlatego, że tak dużo o nich myślę. Kiedy budzę się rano, już mam pomysł na ich dalsze losy.

Gdy przez całą jesień i zimę przyjeżdżałam do mojego rodzinnego Rzeszowa, wieczory i noce zazwyczaj spędzałam w całości na pisaniu. To był intensywny czas, okupiony zmęczeniem, niewyspaniem, a czasem nawet taką duchową nieobecnością. Tak powstała moja druga książka, powieść obyczajowa. A kiedy pewnej lutowej niedzieli postawiłam ostatnią kropkę przy ostatnim zdaniu, doznałam niesamowitego uczucia. Z jednej strony cieszyłam się, jak dziecko, że coś udało mi się zrobić od początku do końca, z drugiej – czułam żal, że ta przygoda z tą pisaną historią dobiegła już końca… Ale tak to już jest. Coś sie kończy, by mogło zacząć sie coś innego… chciałabym, aby moja książka ujrzała światło dzienne późną wiosnsą następnego roku. Tak sobie wymarzyłam.

dsc_2757 dsc_2759 dsc_2762

Zdjęcie upamiętniające napisanie ostatniego zdania mojej drugiej książki

Składniki na 4 – 5 porcji

4 żółtka

400 ml śmietanki kremówki 30%

100 ml mleka 3,2%

ziarenka z 1 laski wanilii

2 łyżeczki likieru amaretto

3,5 łyżki cukru pudru

kilka łyżeczek brązowego cukru

Wykonanie

  1. Żółtka wbijamy do miseczki, mieszamy rózgą razem z cukrem na gładką masę, tak, aby cukier połączył się nam z masą żółtkową. Odstawiamy.
  2. W rondelku podgrzewamy mleko ze śmietanką oraz ziarenkami wydrążonymi z laski wanilii. Nie zagotowujemy, lecz mocno podgrzewamy.
  3. Gorące mleko ze śmietanką łączymy z masą żółtkową, dodajemy likier.
  4. Piekarnik nagrzewamy do 180C.
  5. Masę przelewamy do kokilek, ramekinów lub żaroodpornych salaterek, które umieszczamy na najgłębszej blasze piekarnikowej.
  6. Blachę podlewamy wodą tak, aby sięgała do połowy kokilek. Blacha powinna znajdować się na środkowych widełkach piekarnika.
  7. Temperaturę zmniejszamy do 150-155 C i pieczemy deser przez ok. 40-45 min, aż wierzch będzie ścięty.
  8. Upieczone desery studzimy, a następnie umieszczamy w lodówce na całą noc.
  9. Wierzchy schłodzonych deserów posypujemy grubo brązowym cukrem.
  10. Za pomocą palnika karmelizujemy cukier, tworząc słodką skorupkę.
  11. Jeżeli nie posiadamy palnika, skorupkę można także uzyskać kładąc kokilki na blasze piekarnikowej, którą umieszczamy jak najbliżej grzałki w piekarniku i włączamy opcję „grill” lub „turbo grill” w zależności od rodzaju pieca.
  12. Podajemy zaraz po skarmelizowaniu cukru, gdyż skorupka z czasem mięknie.
  13. Smacznego!
Udostępnij artykuł
serniki pieczone
poprzedni artykułSernik chałwowo -piernikowy z figami i rozmarynem - jesienna wersja
na słono
następny artykułCiasteczka rozmarynowe z rodzynkami, orzeszkami piniowymi i parmezanem
Komentarze

8 odpowiedzi na “Creme brulee z nutką amaretto i o mojej drugiej książce”

  1. Amber napisał(a):

    Reniu,
    a ja jeszcze nie mam Twojej pierwszej książki!
    No muszę się pospieszyć…
    Tymczasem częstuję się creme brulee i pozdrawiam!

  2. Marzena napisał(a):

    Cudowny deserek, wpraszam się 🙂

  3. Anonim napisał(a):

    Oczekuję więc z niecierpliwością „późnej wiosny” 2018 😉
    Uściski! :*

  4. codojedzenia napisał(a):

    Też sobie sprawię książeczkę jak przyjadę do Polski…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.